Justyna Steczkowska o „Wracam do domu”. Popłakała się na wizji. Przypomnijmy, że artystka śpiewała ją m.in. w 2010 roku w trakcie Fryderyków. Był to dla niej szczególny moment, tuż po katastrofie smoleńskiej, w której zginęła jej bliska przyjaciółka Katarzyna Doraczyńska. Była ona żoną menedżera i przyjaciela Sięgam po kubek i upijam łyk, po czym wzdycham z zadowoleniem. Uwielbiam mieszankę czarnej herbaty z białą czekoladą o smaku waniliowo-migdałowym. – Choć z dwojga złego lepiej, żebym mówiła, a nie śpiewała. Toż to gorsze niż darcie się kotów w marcu. Sam nie śpiewam wcale tak dobrze, więc w ogóle by mi to nie przeszkadzało. 143 likes, 8 comments - joannamoro.official on October 6, 2023: "Dziś dzień uśmiechu ;))) nie żyje tym co było , żyje dziś i teraz ;))) „Uśmiechaj się" cash. Wybór tego, co ma znaczenie, jest najtrudniejszą rzeczą na świecie - uważa Urszula, piosenkarka i autorka tekstów, która 9 kwietnia zaśpiewa w na początku Pani muzycznej przygody był… prawda. Chciałam śpiewać i tańczyć już jako małe dziecko. Mój ojciec był zakochany w akordeonie i wymyślił sobie, że któraś z nas będzie na nim grać. Instrument przejęłam po siostrze, ale dzięki lekcjom gry na akordeonie i pianinie w ognisku muzycznym trafiłam do studia piosenki. To tam profesor Adolfina Szałańska uczyła śpiewu. Słyszałam, że ktoś śpiewa, że coś się dzieje i któregoś dnia tam po prostu weszłamI co było dalej?Profesor Szałańska oprócz zajęć z emisji głosu przygotowywała nas też do występów przed publicznością i w rezultacie jako 15-latka wzięłam udział w eliminacjach do Festiwalu Piosenki Radzieckiej. W tamtych czasach był to jedyny festiwal, w którym mogli brać udział śpiewający amatorzy. Wygrywałam wszystkie eliminacje. Dyrektor muzyczny festiwalu Stefan Rachoń trzymał za mnie kciuki, ale poradził, abym nie spieszyła się tak bardzo z wejściem w ten muzyczny kierat. Tak więc dopiero po dwóch latach wygrałam finał festiwalu w Zielonej Górze. Profesor Aleksander Bardini wręczając „Złoty samowar” powiedział, że podejrzewa, iż byłabym dobrą aktorką śpiewającą. Życie pokazało, że stało się jednak inaczej. Śpiewam zawodowo, a aktorką amatorką Zielonej Górze było Opole?Razem ze „Złotym samowarem” otrzymałam szansę występu w Opolu, ale z nieznanych mi do tej pory powodów zmieniono mi w ostatniej chwili piosenkę i zaśpiewałam poważny utwór „Umieć żyć”. Po Opolu mój zapał do branży muzycznej ostudził się nieco i postanowiłam zdawać na Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w potrafię pojąć fenomenu „Konika”, ale okazał się on strzałem w dziesiątkę, bo przecież każdy ma w sobie coś z dzieckaCo Pani wybrała?Wychowanie muzyczne. Egzaminy praktyczne były popisem gry na fortepianie, a nie na akordeonie. Było to dla mnie spore wyzwanie. Musiałam w szybkim tempie doszlifować umiejętności pianistyczne. Pamiętam, że na egzaminie grałam chyba Mozarta i wyrywkowo gamy. Gdy byłam na pierwszym roku, otrzymałam propozycję wystąpienia w zespole wokalnym poznaniaka Ryszarda Kniata, towarzyszącym wykonawcom zagranicznym podczas festiwalu w Sopocie w roku 1980. Na tym samym festiwalu występowała Budka Suflera z Izą Trojanowską. Może to był zbieg okoliczności, a może przeznaczenie, ale rok później Iza już z Budką nie śpiewała, a Rysiek wpadł na pomysł, aby namówić Romka Lipko na wspólne nagrania ze odbyły się w Poznaniu w ówczesnym studiu nagraliśmy pierwsze piosenki, które Romek napisał dla mnie. Były to „Fatamorgana 82” oraz „Bogowie i demony”. Jerzy Janiszewski z Polskiego Radia Lublin wymyślił, abym była tylko Urszulą. Bez przyszła pierwsza płyta?To była „Urszula”. Pochodząca z niej piosenka „Dmuchawce, latawce, wiatr” w konkursie Polskiego Radia została przebojem roku. Nawet doczekała się wersji anglojęzycznej jako „Slowly Walking” i weszła na listę przebojów Radia się Pani niezwykle popularną wokalistką?Występowałam z Budką. Wychodziłam na swoje cztery piosenki. Z Krzysiem Cugowskim śpiewałam „A po nocy przychodzi dzień” oraz „Cień wielkiej góry”, a z Felicjanem Andrzejczakiem „Noc komety”. Może nie miałam dużo pracy, ale koncertowałam z zespołem, na który przychodziło dużo z czasem pojawiła się Pani na wielkim „Alabamie” Budka i ja zagraliśmy siebie. Natomiast Urszulę w „Och, Karol” wymyślił sobie reżyser Roman Załuski, którego, jak twierdził, oczarowała moja piosenka i ja sama. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do Poznania. To tutaj działała założona przez Ryszarda Kniata grupa Klincz. Po kilku latach pracy z Budką chciałam zrobić coś innego. Szukałam czegoś i zaczęłam współpracować z Klinczem. Nagrałam z nimi piosenki „Jak lodu bryła” oraz „Pod Latarnią”. W 1987 roku pojechała Pani do Stanów z Budką. Przygotowaliśmy cały materiał po angielsku, ale kiedy zobaczyliśmy, że na nasze koncerty przychodzi przede wszystkim Polonia, wróciliśmy do języka polskiego. Wróciliśmy i znowu wyjechaliśmy. Chciałam się w Stanach trochę zatrzymać i wtedy też zaczęłam śpiewać odważniej, mocniej, a Staszek Zybowski wyczuł we mnie tę chęć buntu w nagraliśmy nową, piękną pieśń. Bardzo spójną ze mną. Brzmię w niej bardzo osobiście. Śpiewam o miłości...Ale wkrótce włączyła Pani do swojego repertuaru popularną piosenkę „Konik na biegunach”...Jeszcze w Stanach poznaliśmy Michała Hochmana, który przypomniał nam tę wersję swojego przeboju. Staszek też pamiętał „Konika” z czasów, gdy grało go się na weselach i studniówkach, i wpadł na pomysł, aby tę piosenkę nagrać na nowo. Nie potrafię pojąć fenomenu „Konika”, ale okazał się on strzałem w dziesiątkę, bo przecież każdy z nas ma w sobie coś z małego dziecka. Ta piosenka łączy po prostu ta znalazła się na płycie „Biała droga”, która właśnie została wznowiona i z którą wiąże się aktualna trasa latach 90. zdobyła ona status multiplatynowej płyty. W tej chwili liczba sprzedanych krążków się pewnie podwoiła. To jest niebywale, a stało się to w czasach, kiedy kwitł nielegalny handel płytami na stadionach, więc sprzedanych płyt może być dużo więcej. Gdy była Pani na topie, trzeba było zmierzyć się z chorobą i śmiercią męża...Tego nikt nie przewidzi. Od pierwszej operacji minął rok. Potem było drugie, ostateczne uderzenie. Ten rok był nam podarowany. Staszek [Stanisław Ludwik Zybowski (1953-2001) - red.] bardzo dużo pracował, nagrał podkłady muzyczne do swojej solowej płyty, na którą chciał zaprosić różnych wokalistów. Miał dużo pomysłów. W sierpniu dostałam w Sopocie „Bursztynowego słowika”, w listopadzie już nie żył. Do samego końca występował na scenie. Mieliśmy nadzieję, że uda się wymknąć śmierci. Ale się nie udało. Niedawno zmarł David Bowie, który też do końca był niezwykle aktywny i uświadomiłam sobie, jakie to ważne, że zdarzają się tacy odważni ludzie, muzycy, którzy potrafią zaglądać w przepaść, zobaczyć, co tam jest, i jeszcze zdążyć nam o tym Pani brała siłę, aby przejść przez te trudne wydarzenia?Oboje byliśmy mocnymi ludźmi. Ja do tej pory jestem silną dziewczyną. Nie żyję w świecie bajek, twardo stoję na ziemi, aczkolwiek uwielbiam marzyć. Myślę, że umiem kochać bezwarunkowo. Wyczuwam prawdziwe uczucia i to mi pomaga. Drugą Pani wielką miłością jest Tomasz Kujawski?Gdyby nie to, że z Tomkiem znaliśmy się wcześniej, że razem jeździliśmy na koncerty i byliśmy przyjaciółmi, że był w ciężkich chwilach blisko, ta miłość mogłaby się nigdy nie rok 2016. Nad czym Pani aktualnie pracuje?Rok temu rozmawiałam z Jerzym Owsiakiem. Powiedziałam, że zbliża się 20-lecie „Białej drogi” i chciałam to jakoś uczcić. Jurek powiedział - zacznijcie to świętowanie u mnie. Tak się stało i zagraliśmy „Białą drogę” na ostatnim Przystanku Woodstock. Okazało się, że ta muzyka wciąż ma wielką siłę i elektryzuje kolejne pokolenia młodych ludzi. W tym roku postanowiliśmy więc zorganizować serię koncertów klubowych z muzyką z „Białej drogi”. W Stanach Zjednoczonych często graliśmy w klubach. Wiem, że takie koncerty mają niepowtarzalną atmosferę.„Biała droga” ma już 20 lat. A czy w najbliższym czasie pojawią się jakieś nowe piosenki Urszuli? Cały czas pracujemy w studio. Ostatnio nagraliśmy nową, piękną pieśń. Bardzo spójną ze mną. Brzmię w niej bardzo osobiście. Śpiewam oczywiście o miłości, ale również o tym, że wybór tego, co ma znaczenie, jest najtrudniejszą rzeczą na świecie. O tym, by dostrzegać, że to, co mamy jest ważne i wartościowe i trzeba o to dbać. Troszczyć się. Czym zajmuje się Pani, gdy nie śpiewa i nie jest w trasie?Staram się zająć młodszym synem Szymonem, ponieważ absolutnie na to zasługuje. Ma 12 lat i będzie zdawał do gimnazjum. Rano jeździmy na basen. Zrywamy się na zmianę z Tomkiem o piątej i jedziemy. Nie naciskamy na Szymona, że musi zwyciężać. On nie musi być pierwszy. Ważne jest, by dla siebie poprawiał wyniki. Ma swojego trenera, a więc ma autorytet poza domem. Jeździ na zgrupowania. Dla chłopaka w jego wieku to fajna sprawa. Czytam też dużo książek. Lubię dobre filmy, jogę, starszy Piotr, który swego czasu zajmował się ścigaczami?Ścigacza sprzedał. Bóg mnie wysłuchał. Ma teraz samochód terenowy, którym jeżdżą po rzekach i błotach. Lubi ekstremalne sytuacje, ale to jest zodiakalny Bliźniak, więc naturę ma trochę dwoistą. Lubi też spokój. Ma trzy ule i razem ze swoją dziewczyną zajmują się trzema psami, dwoma kotami, królikiem i pszczołami. Myślę, że z powodzeniem prowadziliby jakieś gospodarstwo agroturystyczne. Gutek [Piotr - przyp. red.] jeździ też z nami na koncerty. Dobrze mieć go w swojej ekipie. I mieć pewność, że na scenie od strony technicznej jest bez zarzutu. Kiedyś grał na bębnach…Grał, ale dawno temu przestał. Oczywiście jego umiejętność grania przydaje się bardzo, bo może sam sprawdzać ustawienia bębnów przed koncertem. Czy z Pani dorobkiem i doświadczeniem ma Pani jakieś muzyczne marzenia?Chcę cały czas się rozwijać, tworzyć i podróżować coraz dalej w głąb siebie. Chciałabym doskonalić się w tym, co robię, Zawsze wkładać w to mnóstwo serca, zaskakiwać siebie i dawać ludziom przyjemność słuchania myślała Pani o koncercie z fortepianem albo z orkiestrą symfoniczną?Właśnie zgłosiła się do nie mnie orkiestra symfoniczna specjalizująca się w muzyce filmowej. Chcą zaaranżować moje piosenki, szykuje się koncert na półtorej godziny. Cieszę się, bo to będzie coś innego i mam nadzieję a sam Poznań? Ma Pani ulubione miejsca?Lubię Maltę i znam okolice Swarzędza. UrszulaUrodziła się w Lublinie 7 lutego 1960 roku. Jest jedną z najpopularniejszych polskich wokalistek, ale i autorką tekstów . Współpracowała z Budką Suflera, zespołem Klincz i grupą 10 własnych albumów. Oglądaliśmy ją w filmach :Alabama” i „Och Karol” i „Głód serca”Stanisław Ludwik Zybowski (1953-2001)Był polskim gitarzystą i kompozytorem rockowym. W latach 1976-85 grał w zespołe Crash, z którym nagrał trzy płyty. Potem współpracował z grupą Plugawy Anonim i Grzegorzem Ciechowskim by wreszcie trafić do Budki Suflera gdzie poznał Urszulę. Z Budką nagrał płytę „Ratujmy co się da”. W 1988 po rozstaniu się z Budką załozył grupę Jumbo i stał się głównym kompozytorem Urszuli., z którą nagrał pięć płyt. Pracował też nad swoją płytą. "Myślę, że nasza wygrana w »X Factorze« oznaczała, że wiele dziewczyn stanęło jednak po naszej stronie. To właśnie one chcą nas wspierać, pewnie częściowo dlatego, że nie jesteśmy typem dziewczyn, które ukradną ci chłopaka. Nie jesteśmy przesadnie seksowne, nie onieśmielamy ludzi – to nie nasz cel" - mówiła mi Leigh-Anne Pinnock z Little Mix. Katarzyna Gawęska: Zacznę od najłatwiejszego pytania, związanego z nadchodzącą płytą Little Mix. Wybrałyście tytuł "Get Weird", więc opowiedz mi o najdziwniejszej rzeczy, jaka ci się przytrafiła. Leigh-Anne Pinnock: Wszystkie jesteśmy nieźle pokręcone (śmiech). Zachowujemy się dziwnie każdego dnia naszego życia, w każdej sekundzie. Nie lubimy nudy, dlatego kiedy jesteśmy razem, świetnie się bawimy. Codziennie robimy coś dziwnego – lubimy na przykład mówić z głupim akcentem, dużo się wygłupiamy. To wspaniała zabawa! Przeczytałam gdzieś, że na ten album napisałyście ponad sto piosenek. Jak więc udało się wam wybrać te, które trafią na płytę? Miałyśmy spis wszystkich tych piosenek i dużo czasu spędziłyśmy, zastanawiając się, czy dane utwory do siebie pasują, czy tworzą spójną całość. Nie chciałyśmy, żeby cokolwiek odstawało – miałyśmy w planach nagranie krążka, a nie zbioru singli. Kiedy nagrałyśmy "Black Magic", dopasowałyśmy do niego resztę piosenek. Dzięki temu uzyskałyśmy wspomnianą wcześniej całość – "Black Magic" było dla nas wyznacznikiem tego, jakie kawałki trafią na płytę. Opowiadasz o tym tak, jakby taki wybór był prosty, ale przecież w zespole jesteście w czwórkę. Macie więc szansę na wyrażenie siebie, czy zawsze myślicie tylko o całej grupie? Wow, nie spodziewałam się tak dobrego pytania! Myślę sobie, że oczywiste jest, że uwielbiamy wspólnie pracować. Bardzo się cieszymy, że jesteśmy w girls bandzie, ale nie znaczy to, że nie możemy pokazać, kim jesteśmy jako indywidualności. Przykładowo, każda z nas interesuje się czymś innym. Ja kocham modę, więc prowadzę bloga o tej tematyce: Jako grupa robimy wszystko razem, najważniejsze dla nas to podejmować wszystkie decyzje wspólnie. To będzie wasz trzeci album od 2012 roku. Inne zespoły zwykle każą fanom czekać na kolejne krążki po kilka lat. Dlaczego u was jest inaczej? Po tym, jak skończyłyśmy promować nasz pierwszy album, od razu zaczęłyśmy tworzyć następny. Tym razem miałyśmy cały rok na to, żeby pisać nowe piosenki, żeby naprawdę się do tego przyłożyć. Bardzo ważne było dla nas to, żeby ten krążek był idealny. Wydaje mi się, że po prostu nie chciałybyśmy zniknąć na tak długi czas. To wszystko chyba zależy od tego, na jakim etapie życia jest się w danym momencie. Inaczej byłoby, gdyby któraś z nas zasygnalizowała, że potrzebuje przerwy, ale póki co nie mamy takiej potrzeby. Nie wiemy, co przyniesie nam życie, a wszystko zależy właśnie od tego, ale jak na razie nie wydaje mi się, żebyśmy miały zamiar zniknąć na tak długo. Chcemy teraz dużo pracować, żeby przejąć kontrolę nad światem. Nieźle wam idzie, bo kiedy tylko włączam radio, słyszę "Black Magic", więc gratuluję. Dziękuję! To niesamowite! Jesteśmy bardzo dumne z tego kawałka i z tego, jaki sukces odniósł. Teledysk do tego singla powstawał w szkole. Zastanawiam się, czy czasami nie czujesz, że coś cię omija? Nie robisz tego, co twoi rówieśnicy, co na pewno jest plusem, ale czy czasami cię to nie męczy? Tak, czasami zdecydowanie tak jest. Nie mam zbyt dużo czasu, który mogłabym spędzić z rodziną, co jest dla mnie ogromną wadą tego, co robię. Nie miałam też możliwości iść na studia, a myślę, że fajnie byłoby zobaczyć, jak to jest. Mimo to niczego nie żałuję. Nie chciałabym robić niczego innego. Mam ogromne szczęście, mogąc cieszyć się każdą sekundą życia. I tym, że jesteś współautorką "Pretty Girls" Britney Spears i Iggy Azalei! Dokładnie! To było niesamowite przeżycie. Kiedy dowiedziałyśmy się, kto zaśpiewa ten kawałek, nie potrafiłyśmy w to uwierzyć. Świadomość, że jedna z twoich idolek będzie śpiewała twoją piosenkę jest naprawdę cudowna. Co do współpracy z innymi artystami, to na najnowszym krążku ukaże się piosenka, która powstała z Jess Glynne. Mogłyście nagrywać z kimkolwiek chcecie, a jednak wybrałyście wokalistkę, która dopiero co wydała debiutancką płytę. To oryginalny wybór. Wow, to kolejna słuszna uwaga. Rzeczywiście, mogłybyśmy zaprosić do współpracy kogoś innego, ale Jess jest niezwykle utalentowana, teraz wszędzie się o niej mówi, a piosenka, która dzięki niej powstała, jest bardzo dobra. Jess to także po prostu miła dziewczyna i zawsze świetnie spędza nam się z nią wspólnie czas. Jesteśmy szczęśliwe, że mogłyśmy z nią pracować. Piosenka, którą z nią nagrałyście, nosi tytuł "Grown", więc powiedz mi, w jakim sensie dorosłyście od wydania poprzedniego albumu? Na pewno wszystkie poprawiłyśmy się w kwestii śpiewania. Weszłyśmy pod tym względem na wyższy poziom. Zawsze lubimy wieszać poprzeczkę coraz wyżej i tym razem nam się to udało. Jeśli chodzi tylko o mnie, mogę powiedzieć, że jestem bardziej pewna siebie i nie boję się już eksperymentować w temacie wokali. Stałaś się też weteranką funkcjonowania w show-biznesie? To całkiem możliwe. Przywykłyśmy do wielu aspektów tego świata. Kiedy ktoś pisze o nas niemiłe rzeczy w komentarzach w sieci, po prostu o nich zapominamy, bo jesteśmy przyzwyczajone do takich sytuacji. Każdy artysta musi zmierzyć się z negatywnymi opiniami – nie jest to nic miłego, ale my mamy łatwiej, bo nawzajem się wspieramy. Dużo się nauczyłyśmy, ale przed nami jeszcze długa droga do tego, żeby nic nie mogło nas zaskoczyć. Czy czasem nie jest trudno przebywać tylko w towarzystwie dziewczyn? W zespole jesteście ze sobą cały czas. Absolutnie nie! Nie umiałabym nawet opisać, jak blisko ze sobą jesteśmy, jak bardzo się wspieramy. To moje siostry. Tego nie da się zagrać. Nasze relacje są w stu procentach autentyczne. Gdyby więzi, jakie nas łączą, nie istniały, gdybyśmy się nie przyjaźniły, ten zespół nie miałby prawa bytu. Mimo to chyba macie trochę utrudnione zadanie, bo kiedy patrzę na was i na popularne obecnie boys bandy, to właśnie wy musicie ciągle udowadniać, że jesteście właściwymi osobami we właściwym miejscu. Też mam wrażenie, że jako dziewczynom jest nam trudniej odnieść sukces w show-biznesie. Mimo to myślę, że nasza wygrana w "X Factorze" oznaczała, że wiele dziewczyn stanęło jednak po naszej stronie. To właśnie one chcą nas wspierać, pewnie częściowo dlatego, że nie jesteśmy typem dziewczyn, które ukradną ci chłopaka. Nie jesteśmy przesadnie seksowne, nie onieśmielamy ludzi – to nie nasz cel. Jesteśmy prawdziwymi dziewczynami i dlatego mamy wspaniałych fanów i fanki, którzy wspierają nas w stu procentach. Mimo to myślę, że to prawda, że chłopakom w show-biznesie dużo łatwiej jest odnieść sukces. Co do "X Factora", zastanawia mnie, czy Simon Cowell rzeczywiście jest tak straszny i krytyczny, jakiego widzimy go w telewizji? Nie, jest bardzo miłym człowiekiem. Uwielbiamy go! Bardzo nas wspiera i pozwala nam robić to, co uważamy za słuszne. Ufa nam i wierzy, że podejmujemy dobre decyzje, chociaż często nam w tym pomaga. Jest niezwykle utalentowanym biznesmenem. Co chciałabyś osiągnąć, jeśli chodzi o muzykę? Chcemy tylko przejąć władzę nad światem i sprawić, żeby wszyscy wiedzieli, kim są Little Mix. Pragniemy poszerzać przesłanie "girl power". Jeśli chodzi o bardziej przyziemne sprawy, to naszym marzeniem jest wystąpić na Madison Square Garden – to byłoby coś! Super byłoby też, gdyby nasz krążek trafił na pierwsze miejsca list przebojów w Stanach Zjednoczonych. Jest wiele rzeczy, które chciałybyśmy osiągnąć – powoli nam się to udaje, ale przed nami jeszcze długa droga. Nie boisz się, że stracicie kontrolę nad swoją muzyką? Tego zupełnie się nie obawiam, bo kontrolujemy wszystko. Nigdy nie zrobimy niczego, na co nie będziemy miały ochoty. Nie byłybyśmy w stanie złamać własnych zasad. Nasza muzyka to my – od samego początku wszystkim kierujemy. Wiem, że to, dokąd przyjedziecie, nie zależy tylko od was, ale czy w Polsce możemy się was spodziewać? Bardzo chciałybyśmy przyjechać do Polski. To stamtąd pochodzi duża część naszych fanów, więc to kraj, który jest na liście miejsc, które chcemy odwiedzić. Naszym marzeniem jest światowa trasa koncertowa – chciałybyśmy pokazać się dosłownie wszędzie. Wiele razy śpiewała dla niego piosenkę „Pensami strasera” - „Pomyśl o mnie dziś wieczorem." Powtarzała w niej: „Kocham cię. Kocham”. On był nią absolutnie zafascynowany, organizował koncerty, tak by mogli wspólnie występować. Ściągnął ją do Polski. Zamieszkali razem, nie bacząc na wściekłość jej męża, Sycylijczyka, dla którego zdrada żony była jak skaza na honorze. Farida na pewno była rozdarta między małżeństwem a niespodziewaną miłością do Czesława, pochodziła z tradycyjnej włoskiej rodziny, dla której jej zachowanie było głupie, skandaliczne i niepojęte. A jednak po latach powiedziała o Czesławie: „Dziękuję mu, że mogłam spotkać taką miłość. Niemen mówił mi często, że kochał mnie, zanim jeszcze mnie poznał, zawsze… i że będzie mnie kochał także „tam”. Nasze dusze po prostu się rozpoznały, ponieważ jesteśmy identyczni". Dlaczego Farida i Czesław Niemen, mimo takiego uczucia, nie zdecydowali się na małżeństwo i czemu ten związek jednak się rozpadł? Urszula i Tomasz Kujawski: „Mamy za sobą wiele zakrętów, ale na szczęście udało nam się pozbierać” Czesław Niemen i Farida: jak się poznali? Poznali się w 1970 roku, na letnim konkursie piosenki „Cantagiro” we Włoszech. Czesław Niemen pojechał tam już jako gwiazda. W Polsce wszyscy nucili jego piosenkę „Pod papugami” albo „Czy mnie jeszcze pamiętasz”. Potężne wrażenie zrobił przebój jego życia „Dziwny jest ten świat”. Niemen nie był już wtedy chłopcem, miał 31 lat i za sobą trudne przeżycia. Czesław Niemen, a właściwie Czesław Juliusz Wydrzycki, był – jak wiadomo repatriantem ze Wschodu, z Białorusi (wtedy ZSRR). Cała rodzina Wydrzyckich przyjechała do Polski w 1958 roku, w ramach ostatniej fali repatriacji. Bardzo naciskał na to Czesław, bojąc się powołania do Armii Czerwonej. Zostawili ukochany dom, przerobiony potem przez nowych właścicieli na sklep spożywczy. Wypielęgnowany przez pokolenia ogród rozjechały samochody dostawcze. Przeszli przez obóz dla repatriantów, potem mieszkali w różnych miastach: Świebodzinie, Kołobrzegu, w końcu trafili do Gdańska. Żyli biednie, w Gdańsku muzyk pomieszkiwał w piwnicy szkoły muzycznej, do której chodził (był w klasie fagotu). Żeby dorobić, zaczął grać w różnych kabaretach, klubach, pomału wchodził w środowisko polskiego bigbitu, i robił karierę jako muzyk. Fot. Często razem koncertowali. Na zdjęciu: Czesław Niemen przedstawia Faridę w czasie swojego koncertu w Sali Kongresowej, 1970 rok. Fot: PAP/Zbigniew Wdowiński W 1970 roku formalnie był jeszcze mężem Marii Klauzunik. Zakochali się w sobie jeszcze jako nastolatki, w ukochanych rodzinnych Starych Wasiliszkach. Potem Czesław ściągnął Marię do Gdańska, gdy brali ślub, on miał 19, ona 18 lat. W 1960 roku urodziła im się córka Marysia, zwana przez swojego tatę – Mysia. Raczej pomieszkiwali, niż mieszkali razem, nie było ich stać na wynajęcie mieszkania. Żona i córka Niemena mieszkały w internacie liceum pielęgniarskiego, a później u rodziców muzyka w Białogardzie. Maria poszła do szkoły pielęgniarskiej, potem zaczęła pracę w Szpitalu Miejskim w Gdyni. W końcu udało jej się wynająć kawalerkę. Jak sama wspominała, chciała, żeby Czesław więcej czasu spędzał z nią i córką, ale dla niego „istniała tylko muzyka”. Zaczęli się od siebie oddalać, żyli innymi sprawami, inaczej. W 1971 roku oficjalnie wzięli rozwód, ale nie byli ze sobą już od lat. W drugiej połowie lat 60. Czesław Niemen zakochał się w ślicznej bigbitowej wokalistce Adzie Rusowicz, ale ten związek też nie przetrwał próby czasu. Farida, a tak naprawdę Concetta Gangi, urodziła się w Katanii we Włoszech. Po mamie miała egipskie korzenie, co dodawało jej egzotyczności. Kiedy poznali się z Niemenem, była 24-letnią wschodzącą gwiazdą, śpiewała nie tylko popowe piosenki, interesował ją także jazz i rock, śpiewała utwory Janis Joplin. Zobacz też: Małgorzata i Czesław Niemen: Mistrz i jego muza. Oto historia ich miłości Czesław Niemen i Farida: historia wielkiej miłości Na Czesławie Niemenie zrobiła wielkie wrażenie, przede wszystkim jako kobieta, Niesamowicie mu się podobała, wspominała, że czuła nieustannie na sobie jego wzrok. „Przypalał mnie tym wzrokiem, aż ciarki przechodziły mi po plecach”, opowiadała. On też jej się podobał. „Czułam, że rodzi się między nami wyjątkowe porozumienie dusz, tym bardziej zaskakujące, że przecież właściwie się nie znaliśmy. Nawet go unikałam, ponieważ byłam bardzo krótko po ślubie i przestraszyłam się tego, co mogłoby się między nami wydarzyć”, mówiła. Dlatego odetchnęła z ulgą, gdy festiwal się skończył. Myślała, że już nigdy się nie zobaczą. Kiedy po pewnym czasie przyszło dla niej zaproszenie na Festiwal w Sopocie, od razu skojarzyła ten gest z Czesławem Niemenem. I nie miała chwili wątpliwości, że chce tam pojechać. Chociaż we Włoszech nikt o tej imprezie nie słyszał. W każdym razie nie było to żadne ważne ani prestiżowe muzyczne wydarzenie. Koledzy dziwili się, że chce jechać do Polski. „Przecież tam niczego nie ma”, odradzali. Ale to nieprawda, bo był tam Czesław. Fot. Już jako para, na festiwalu w Sopocie, początek lat 70. Fot: Andrzej Wiernicki/Forum Gdy wylądowała na lotnisku w Gdańsku, Czesław Niemen czekał na nią z bukietem orchidei. Nigdy nie widziała piękniejszych kwiatów. „Serce waliło mi jak oszalałe, kiedy na kolanach wręczał mi te kwiaty i całował po rękach”, opowiadała. Festiwalowe próby fatalnie jej szły. W pewnym momencie dyrygent orkiestry zapytał: „Kogo wyście tu przywieźli, ona przecież nie umie śpiewać!". A ona miał burzę w głowie: co będzie z Czesławem, co z jej małżeństwem, jak ułoży się przyszłość… Bo tak naprawdę Farida miała dobry głos, była bardzo muzykalna i śpiewać umiała. Gdy zaśpiewała na koncercie, dyrygent, który objechał ją na próbach, przeprosił. A Czesław siedział w pierwszym rzędzie i patrzył tylko na nią. W Sopocie zaczęła się ich wielka miłość. „(...) To była prawdziwa magia, brak słów, by móc opisać tamtą radość, nasze spojrzenia przyciągające się. Jeszcze o dzisiaj to czuję”, mówiła w jednym z wywiadów (cytuję za Zobacz też: Natalia Niemen: „Przez lata miałam poczucie, że tata poświęca nam niewiele czasu” Czesław Niemen i Farida: wspólne życie z jej ukochanym Gulio Gdy artystka odwiedzała go w Warszawie, zatrzymywali się w małym mieszkaniu Niemena przy ulicy Niecałej w Warszawie. „Tam odcinałam racjonalne myślenie o tym, że kiedyś za te chwile szczęścia przyjdzie nam obojgu słono zapłacić. Uwielbiałam kurczaki, więc Czesław, żeby mi je przyrządzać, zdobył gdzieś rożen. Był fantastycznym, wesołym, pełnym energii mężczyzną, który w niczym nie przypominał tego zamkniętego w sobie człowieka, jakim znaliśmy go w ostatnich latach”, mówiła gwiazda. Podobno któregoś dnia Farida dostała od Czesława Niemena białą sukienkę i wzięli symboliczny ślub w Zakopanem, formalnie jednak małżeństwem być nie mogli. Farida była pod ogromną presją rodziny, która naciskała na nią, by zakończyła ten niezrozumiały dla nich polski romans i wracała do męża. Wiadomo było, że mąż nie da jej rozwodu. Farida wiedziała, że wcześniej czy później przyjdzie jej zapłacić za związek z ukochanym Gulio (tak mówiła do Czesława Niemena, przerabiając jego drugie imię Juliusz). Do tego doszła jeszcze… choroba ojca. Wokalistka bardzo go kochała, kiedy dowiedziała się, że ciężko choruje przysięgła Bogu i sobie, że jeśli ojciec wyzdrowieje, ona wróci do męża. I tak się stało. Zobacz też: Ciężka choroba, wielka kariera i zniknięcie z ekranu... Co dziś robi Elżbieta Zającówna? Fot. Czesław Niemen, lata 80. fot: Jerzy Płoński/Forum Czesław Niemen nie chciał słyszeć o rozstaniu, ale Farida była zdeterminowana, być może wywierana na nią presja była za dużym obciążeniem. Spakowała walizki, zerwała kontakt, nie odbierała telefonów. Choć jak mówiła „serce jej krwawiło”. Wspominała, że zadała ogromny ból sobie i Niemenowi i że zachowała się z rozsądkiem, na jaki w innej sytuacji nigdy by się nie zdobyła. Wróciła do męża, urodziła dwoje dzieci, starała się być przykładną żoną. Czesław Niemen w 1973 roku spotkał piękną modelkę Małgorzatę Krzewińską (potem Niemen), która okazała się miłością jego życia. Pobrali się w 1975 roku i byli nierozłączni aż do śmierci muzyka w 2004 roku. Ale to już historia na inną opowieść. Z Faridą po latach znów mieli kontakt, byli przyjaciółmi. Piosenkarka przyleciała do Polski w 2009 roku i z okazji 70. urodzin Czesława Niemena dała koncert w Poznaniu, poszła też na grób muzyka na warszawskie Powązki. Zobacz także: Marta Lipińska i Maciej Englert są razem od 54 lat. Oto historia ich wyjątkowej miłości

śpiewała po prostu jestem